Misja: Dino(krasnalo)zaur - Wrocław 2017

Misja: Dino(krasnalo)zaur - Wrocław 2017 Drukuj
Wpisany przez Administrator   
środa, 21 czerwca 2017 06:35

phoca thumb l wroclaw 2017 036Czas operacyjny - trzy dni: 10-12.06.2017 r.
Miejsce: Żywiec - Krasiejów - Wrocław - Żywiec i wszystko pomiędzy,
Maszyna bojowa: Volvo ( na oko 2006 rocznik),

Uczestnicy misji: dzieciaki, podopieczni Fundacji Pomocy Dzieciom wraz z rodzinami, pracownicy, głównodowodzący: Piotr K., prawa ręka: Pan Mariusz, pozostałe ręce: Maria J., Anna S., Łukasz S.
Cel główny misji: Zwiedzić Krasiejów i Wrocław,
Cele szczegółowe: zobaczyć, nie zgubić się, poznać, zjeść lody (dużo lodów), dobrze się bawić i jak zawsze - zintegrować się.
Wyposażenie: uśmiechy na twarzach, dobry humor i energia (w razie konieczności uzupełniana posiłkami i napojami).

Dzień pierwszy:
Głównodowodzący Piotr K. nakazał stawienie się załodze o godzinie 8:00. Uczestnicy wyprawy posłusznie wykonali pierwsze zadanie. Wszyscy gotowi do działania pojawili się przed wyznaczonym czasem. Z terenu Fundacji zabrano przygotowany wcześniej ekwipunek oraz materiały do zajęć plastycznych. W optymistycznych nastrojach wyruszyliśmy na podbój Krasiejowa - pierwszego celu naszej wyprawy. Droga okazała się bardzo przyjemna i przebiegła wyjątkowo sprawnie. Z małym poślizgiem przybyliśmy na wyznaczone miejsce - do Parku Nauki i Rozrywki w Krasiejowie. Załoga wyszła z wozu, rozejrzała się na nieznajomym terenie, dokupiła niezbędny ekwipunek (głównie płaszcze bojowe - typ Antydeszczki) i tak wyposażona rozpoczęła zwiedzanie. Na pierwszy ogień poszło Prehistoryczne Oceanarium, gdzie podziwiano podwodne życie sprzed tysięcy lat, ogromne jaszczury zamieszkujące głębie oceanów. Kolejno udaliśmy się do Tunelu Czasu - gdzie zapoznano nas z kolejnymi etapami powstawania galaktyk i Układu Słonecznego, narodzenia się Ziemi a także pierwszych form życia. Zobaczyliśmy wędrówki kontynentów i zmiany klimatyczne, które towarzyszyły naszej planecie od początku jej istnienia. Po wyjściu z tunelu niepewnie popatrzyliśmy w niebo - zaczynało się przejaśniać. Można było udać się ścieżkę edukacyjną skąd podziwia się rekonstrukcje większych i mniejszych gadów i płazów z okresu Mezozoiku. Najmłodsi uczestnicy wyprawy chętnie pozowali przy dinozaurach, dzielnie słuchali opowieści przewodnika a także pokonywali niekrótki, półtorakilometrowy spacer. Na końcu ścieżki znajdowały się lokale gastronomiczne - jak się okazało, najważniejszy punkt dzisiejszego dnia. Po odzyskaniu sił udaliśmy się w dalszą drogę - kierunek Wrocław. Także i teraz podróż mijała przyjemnie i wesoło, najmłodsi uczestnicy wyprawy uszczęśliwieni zostali bajkami, starsi - rozmowami. Co niektórzy popadli w sen regeneracyjny.  Po 120 km jazdy przywitała nas tabliczka z napisem Wrocław. "Jesteśmy "- pomyślał Głównodowodzący, a myśli On raczej zwięźle. Szybki rozładunek, jak przystało na doświadczonych podróżników, jeszcze szybsze zakwaterowanie i kolacja. Wieczorem najwytrwalsi piechurzy udali się na rozpoznanie terenu obejmujące głównie okolice wrocławskiego rynku. "Jest dobrze" - pomyślał Głównodowodzący, a myśli On (jak już wiemy) raczej zwięźle. Po czym wszyscy udaliśmy się  na spoczynek.

Dzień drugi:
Zarządzeniem śniadanie odbyło się o godzinie 8:00, bo już godzinę później zostaliśmy przejęci przez zaprzyjaźnioną przewodniczkę. Powitanie, wymiana grzeczności i już zaczynał się nasz spacer po Ostrowie Tumskim, najstarszej zabytkowej części Wrocławia. Zobaczyliśmy liczne kościoły, w tym m.in. kolegiatę świętokrzyską i gotycką katedrę Św. Jana, renesansowe kamienice, przemierzyliśmy kilka mostów, bo przecież mostami Wrocław stoi. Już od pierwszych minut zwiedzania, najmłodsi uczestnicy eskapady otrzymali bojowe zadanie: szukać krasnali! Szukali, tropili i znaleźli, jak się później okazało całkiem sporo. Następnie przeszliśmy obok dawnego kolegium jezuickiego, w którym aktualnie mieści się główna siedziba Uniwersytetu Wrocławskiego, zahaczyliśmy o Galerię na Jatkach, gdzie rzeźby kozy, świni, koguta, gęsi z jajkiem i królika wzbudziły zainteresowanie najmłodszych, którzy obdarzyli je czułościami i chętnie się z nimi fotografowali. Dotarliśmy w końcu na rynek, by móc zobaczyć piękne kamienice oraz gotycki ratusz. Centrum Wrocławia zostało rozpracowane. Głównodowodzący zarządził krótką przerwę, po czym udaliśmy się w okolicę Hali Stulecia i do Ogrodu Japońskiego. Po długim spacerze należało uzupełnić zapasy energii - toteż żwawym krokiem udaliśmy się do restauracji, gdzie czekał nas posiłek. Po nim, niektórzy z nasz potrzebowali odpoczynku, obraliśmy kierunek hotel. Jak się okazało nie był to jeszcze koniec atrakcji. Najwytrwalsi z wytrwałych zabrali się za kolorowanie. Wyposażeni w kredki i flamastry zmieniali postacie dinusiów i krasnali w prawdziwe dzieła sztuki.  Ostatnim punktem niedzieli był multimedialny pokaz fontanny, na który wybraliśmy się późnym wieczorem. Tym razem to niestety my zostaliśmy rozpracowani przez hordy nieprzyjaciół z powietrza, atakujących znienacka pod osłoną nocy. Wielu z nas zostało poszkodowanych przez armię Culex pipiens, po naszemu - komarów. Dzień zakończony.

Dzień trzeci.
Pobudka, śniadanie, pakowanie ekwipunku do wozu bojowego. Załoga udała się w kierunku przystani, aby na pokładzie Nereidy udać się do ZOO. W ogrodzie zoologicznym dzieciaki podziwiały egzotyczne zwierzęta: słonie, lwy, tygrysy, żyrafy, niedźwiedzie; spacerowały po alejkach w poszukiwaniu lodów i innych smakołyków. Na koniec wspólnie zachwycaliśmy się nowym Afrykarium - jedynym takim obiektem w Polsce, gdzie w  15 000 000 litrów wody w 21 basenach i akwariach, mieszka około 250 gatunków ryb, żółwie, rekiny, krokodyle czy hipopotamy nilowe (ulubione zwierzaki Jaśka). Zwieńczeniem kilkugodzinnego zwiedzania był obiad, obfity ku uciesze wszystkich. Co nas czekało później - powrót. Obraliśmy zatem kierunek Żywiec. Kilometry na liczniku naszej maszyny bojowej przeskakiwały w zawrotnym tempie. Razem z nami podróżowali Bolek i Lolek, Herkules i Pocahontas. Całą drużyną dotarliśmy do naszego pięknego miasta. Głównodowodzący ogłosił (z nieskrywaną ulgą) zakończenie misji bojowej.  Można było rozejść się do domów. Cytując klasyka: Mission comlepleted!

P.S.
Dokumentacja wyprawy w postaci zdjęć potwierdza pełne wykonanie zaplanowanych wcześniej zadań bojowych. Krasiejów i Wrocław zostały zwiedzone, lody zjedzone, nie zgubiliśmy się i świetnie zintegrowaliśmy się. Jako że misji nigdy nam nie dosyć czekamy na kolejny wyjazd. Cel jeszcze nie znany.  Każda propozycja zostanie rozpatrzona, a pomysł najlepszy nagrodzony - uśmiechem kierownika.

 

 

Poprawiony: środa, 21 czerwca 2017 06:47